sobota, 1 lutego 2014

Zaglądanie pod ogon :)

W mailach  pojawia się często pytanie, czy mam plany na przyszłość o których nie chciałam pisać na górce. Tak, mam plany, ale nie są one taką, aż wielką tajemnicą i oczywiście napiszę o nich jak już wezmę się do działania konkretnie i będzie widać światełko w tunelu. A realnie na dzień dzisiejszy nic się zupełnie u mnie zmieniło. Święty nadal na wysokościowcach próbuje zarobić na ten nasz cały bałagan, wpada do domu "jak po ogień" raz na dwa, trzy tygodnie,  kozy na swoim miejscu, inne zwierzaki też mają się dobrze. Jedynie nasza suka od jakiegoś czasu coraz bardziej się starzeje. Z troską myślę czy dane jej jeszcze będzie przeżyć kolejną wiosnę i lato, które uwielbia. Niestety od jakiegoś czasu miewa zaniki pamięci, załatwia się do swojego koszyka, gubi się, mam wrażenie, że myli osoby i nie rozpoznaje. Straciła apetyt i coraz trudniej jej chodzić. Cztery lata temu po operacji lekarz ostrzegał, że nie daje nam wielkich gwarancji. Dane jej było przeżyć z nami jeszcze cztery długie lata. Mam nadzieję, że może wraz z wiosną wróci jej chęć do życia. Weterynarz rozkłada ręce i twierdzi, że nie da się nic zrobić.
Ja dzięki Bogu zdrowa, na ciele i umyśle chyba też. Jedynie stawy i kości przypominają mi od czasu do czasu, że koleżanka borelka z którą przyszło mi żyć tak łatwo nie odpuszcza, ale to szczegół i daje się to wytrzymać. Powinnam zrobić jakieś badania, jak się ma mój organizm, odwlekam z miesiąca na miesiąc ponieważ szczerze nienawidzę latać po gabinetach. Młody wyjechał na ferie, jestem pierwszy raz od bardzo dawna zupełnie sama  i trochę mi dziwnie, że nic nie muszę, mogłabym, ale nic mnie nie goni.

Od tygodnia siedzę w obórce i oglądam zadek Fifi, która mnie wystawiła do wiatru i jednak nie urodziła w terminie, który miałam zapisany.  Tak więc na razie odpuściłam zaglądanie pod ogon i wiem, że nic nie wiem. No ale przyjdzie czas to się dowiem. Bardzo jestem ciekawa jak będą wyglądały dzieciaki Dzidziola, więc z niecierpliwością oczekuję na wykoty. 

Cały poprzedni tydzień mieliśmy piękną zimę ze śniegiem i dużym mrozem. Niestety, od wczoraj odwilż i śnieg topi się na potęgę. Współczuję właścicielom wyciągów i obiektów turystycznych, w tym roku zimy w górach prawie nie było i pewnie już nie będzie. Raptem dwa tygodnie ze śniegiem  na cały sezon. 

Jeszcze raz dziękuję Kochani za wszystkie maile i okazaną mi sympatię. Okazało się, że bloga czyta bardzo wiele osób które są mi  życzliwe. Na maile odpisuję w miarę możliwości, nie mogę uwierzyć, ale jest ich aż tyle, myślę że jeszcze kilka dni mi to zajmie. Szczególnie pozdrawiam osoby które zdecydowały się napisać do mnie bardzo osobiste maile. Okazuje się, że wiele osób marzy o tym żeby żyć podobnie. Nie wszyscy jednak zdają sobie sprawę jak ciężkie były nasze początki. Znaleźliśmy się w starym domu, bez wygód, w środku zimy, w nowym miejscu, w nowy otoczeniu, w domu w którym warunki do życia były bardzo spartańskie. Nie mieliśmy żadnych oszczędności na remonty i przez długi okres czułam, że grunt pod nogami często nam się załamuje. Jednak nigdy nie żałowałam, że znaleźliśmy się w tym miejscu chociaż czasami zdarzało mi się myśleć o spakowaniu "manatków" i ucieczce gdzieś gdzie życie będzie łatwiejsze. Na dzień dzisiejszy nie chcę już uciekać, mam plany które przy odrobinie szczęścia uda mi się zrealizować.

Do napisania .... 

17 komentarzy:

  1. Cieszę się, że znalazłaś swoje miejsce i plany masz z nim związane. Ja sama nie wiem czego szukam, plany mam i na to miejsce, gdzie jestem i na inne, którego jeszcze nie mam, i którego być może nie będę mieć.
    Moja sunia ostatnie swoje miesiące też niedomagała, ale była z nami 17 lat. Teraz widzę jej grób pod wielkim kamieniem na łączce przy domu. Nie jest już sama. W Wielkanoc zeszłego roku dołączył do niej kot Leon z Wlenia.
    Trzymaj się ciepło. I do następnego posta!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owieczko u mnie to trochę inaczej zadziałało, miejsce mnie znalazło. Ja tylko potrzebowałam czasu żeby dostrzec pewne sprawy i dojrzeć do realizacji tego co powinnam zrobić od razu. Długo myślałam, prawie 5 lat, ale lepiej późno niż wcale.
      Może u Ciebie też jakoś samo się rozwiąże, czy zostaniesz na miejscu, czy może podążysz gdzieś ....

      Też mam dwa małe kamyczki w sadzie pod jabłonką ....
      Ściskam

      Usuń
  2. Kozo dobrze mi w tym Twoim nowym miejscu. Jakby inna Koza a jednak ta sama. Ewidentnie czuć przeprowadzkę i te nowy farby na ścianach sugerują, że początek zmian już się dokonał więc kolejne są tylko kwestią czasu. Bardzo chciałabym zajechać możliwie szybko w Twoje okolice i pospacerować może nawet nieco. Pogadać o kozach bo teraz już ten temat będzie mi coraz bliższy. No i tę kawę wypić na schodach... Ale kiedy... tego jeszcze nie umiem rzec. pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nowe farby a łeb siwy ;) mój oczywiście, ale masz rację ta biel jest odświeżająca.
      Ja czekam, nigdzie się nie ruszam, może jakoś wiosną bo teraz szaro, buro i ponuro.
      Ps. Moich schodków już nie ma, prawie się rozpadły, ale jest tarasik z widokiem na ... kozy oczywiście ;)

      Usuń
  3. Cieszę się, że dobrze Ci się układa i podziwiam za odwagę. Też o takim życiu marzyłam kiedyś tylko strach mnie obleciał i tkwię gdzie za dobrze mi nie jest...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agato jestem tchórzem i właśnie to jest problem, ale dzięki za uznanie na wyrost ;)

      Usuń
  4. jedyne kozy jakie posiadam to te trzy domowe kozły uparte , dlatego z tym większa przyjemnoscią poczytam również o tych prawdziwych:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też bym z chęcią napisała już np. o wykotach i przeliczyła koźlątka, może wkrótce ...

      Usuń
  5. I bardzo dobrze ta przeprowadzka (nie tylko blogowa) Ci zrobiła - wierzysz w siebie teraz coraz bardziej, działasz bardziej na luzie, fajnie, że jesteś sobie sama teraz, też za tym tęsknię;) U mnie zawsze pełna chata, co i rusz ktoś mi "włazi" w komputer - brakuje mi lata i przestrzeni, kiedy mogę się wynieść z kompem choćby do letniej kuchni;)
    Wszystko sobie poukładasz, podładujesz akumulatory, miejmy nadzieję, że "ogony" już zgubiłaś;) I teraz będziesz pisać częściej;) To pomaga;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogony zgubiłam najprawdopodobniej tylko na chwilę. Próbowałam się kamuflować ale widzę że to nie jest takie proste. Mylą mi się logowania na blogi.
      Dzwoni do mnie rodzinka ciągle z tym samym pytaniem, nie smutno Ci samej ? odpowiadam że nie za bardzo i czuję przez skórę rozczarowanie po drugiej stronie ;)

      Usuń
  6. Ciężkie początki dają fantastyczny start, cos o tym wiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyżbyś coś o tym wiedziała ? ;)

      Usuń
  7. Aaaa, mam Cię! Zaglądam na Górkę - nihil novi, a Ty się tu podziewasz. A SDM uwielbiam i to słyszę. Psia kość, nie mam odtwarzacza CD na mp3 i moje płyty leżą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaaaaaaaaa jak Ty tu wlazłaś kobieto co ? ;) No wiem, wiem zostawiłam znaki dymne. Przynajmniej nie musiałam zaproszenia wysyłać :)

      Usuń
  8. Bardzo mi przykro, ze Twoja psinusia Madziu tak kiepsko sie czuje...Oby dane jej było jeszcze ucieszyc sie wiosna i latem. Moze ciepło pomogłoby jej i jeszcze usmiechnełaby sie po psiemu? Trzymam kciuki by tak było!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olgo mam nadzieję że będzie dobrze. Słonko dzisiaj cały dzień świeciło i widziałam że jej tez jakoś lepiej dzisiaj było. Poszłyśmy sobie na mały spacerek i zachowywała się jak całkiem zdrowy pies. Dzisiaj też od kilku dni pierwszy raz nie nasikała w domu, ale to pewnie zasługa leków.
      Trzymanie kciuków też pewnie pomogło :)

      Usuń
  9. Mawiają, że starość - nie radość, a młodość - nie wieczność. Taka smutna prawda. A zwierzaki starzeją się szybciej, niż ludzie i dlatego patrzenie na ich powolne odchodzenie w niebyt (albo inny byt) jest takie bolesne.
    A że życie na wywiejewie, z dala od ludzi nie należy do łatwych, to wiem. Że życie na wsi, to nie bajka, a codzienne zmagania ze sobą i przyrodą - to też dla mnie nie nowość. Ważne, żeby mieć siły i chęci, by to wszystko ogarnąć, przeciwności losu zwalczyć i się nie poddawać. A - jak widzę - Tobie sił, chęci i samozaparcia nigdy nie brakuje :)

    OdpowiedzUsuń